Strona główna Styl życia Ludzie Fryzury dla najpiękniejszych. Stylistką była pabianiczanka

Fryzury dla najpiękniejszych. Stylistką była pabianiczanka

0
fot. zbiory prywatne
Pracy było mnóstwo, a zmęczenie trudne do opisania. To wszystko wynagrodziła jednak możliwość uczestniczenia w wydarzeniu, które Iwonie Wdowiak pozostanie w pamięci na długo. Pabianiczanka znalazła się w gronie osiemnastu wybranych z całej Polski osób czeszących kandydatki i pretendentów do tytułu najpiękniejszych.

Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach. Właśnie tutaj od minionego piątku do niedzieli wybierano Miss i Mistera Supranational oraz Miss Polski. Dla stylistki fryzur z naszego miasta, właścicielki salonu „Majka” (ul. 20 Stycznia 8/10), wszystkie te konkursy stanowiły świetną okazję, aby pokazać swoje umiejętności. Zwłaszcza, że głów nie brakowało. Co ciekawe, fryzury powstawały zależnie od oczekiwań.

– Na imprezę tej rangi pojechałam po raz drugi. Zaskoczyło mnie, że o ile poprzednio organizator narzucił reguły w kwestii uczesania i wszyscy musieli się ich trzymać, o tyle teraz panowała pod tym względem zupełna dowolność – mówi Iwona Wdowiak.

W dwóch konkursach międzynarodowych trafiło jej się sześć pań i sześciu panów, głównie z innych kontynentów, „do zrobienia” od A do Z, nie licząc mnóstwa artystów, tancerzy itp. Nad niektórymi stylizacjami pabianiczanka pracowała z jeszcze kimś po fachu.

fot. zbiory prywatne

– Czesałam m.in. Azjatki (choćby dziewczynę z Singapuru), które mają wyjątkowo piękne włosy – długie, błyszczące… Trudniej było z Afrykankami, ze względu na ciężar ich włosów. Generalnie wszystkie kobiety chciały je mieć rozpuszczone i podniesione, tylko że albo je prostowałam, albo „wyczarowywałam” loki – opowiada pani Iwona.

W jej ręce oddały się, jak okazało się później, m.in. dwie półfinalistki Miss Supranational oraz dwie ubiegające się o koronę Miss Polski. Ku radości stylistki – prawie sąsiadki, bo z… Konstantynowa Łódzkiego i Andrespola.

Jedna damska fryzura zajmowała 40 minut, męska trochę mniej. Ale tylko na początku gali, bo w miarę kolejnych wejść na scenę i zejść za kulisy ten czas coraz bardziej się kurczył. Narastało za to zmęczenie, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że przez cztery dni pabianiczanka pracowała na najwyższych obrotach, codziennie do północy. Na szczęście w wyjątkowo miłej atmosferze.

– Dziewczyny były niezwykle sympatyczne, w ogóle nie czuło się, że ze sobą rywalizują. A jak fajnie rozmawiało się z Cleo… Ją też czesałam. Takie wydarzenia to przecież okazja, aby osobiście spotkać ludzi znanych ze szklanego ekranu – podkreśla Iwona Wdowiak. – Ale pomijając związane z tym pozytywne emocje cieszę się z jeszcze jednego powodu: czesanie w konkursach piękności jest dużym wyróżnieniem. Z regionu łódzkiego byłam jedyną osobą, która dostała tę szansę. 
REKLAMA

Dodaj komentarz

1600
  Subskrybuj  
Powiadom o