Strona główna Kroniki Pabianic Krwawy Józio z Ksawerowa

Krwawy Józio z Ksawerowa

9
Krwawy Józio - pierwszy z prawej z kluczami

Określano go jako bezwzględnego okrutnika, dewianta uzależnionego od przemocy. Opowiadano legendy o jego sadyzmie i umiłowaniu do katowania więźniów. Pochodzący z Ksawerowa Józef Heinrich zapisał się na trwałe w czarnej księdze okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej.

W wigilijnym wydaniu audycji polskiej sekcji BBC w roku 1942 jak zwykle przedstawiano rozliczne przykłady okrucieństw jakich Niemcy dokonywali na okupowanych i włączonych do Rzeszy ziemiach polskich. Przy okazji wymieniano także nazwiska osób, które szczególnie „wysławiły się” w sadystycznych zachowaniach wobec Polaków i Żydów. Wśród nich znalazła się także wzmianka o Józefie Heinrichu, wachmanie łódzkiego więzienia na Radogoszczu.

Więzienie

Rozszerzone Więzienie Policyjne na Radogoszczu powstało 1 lipca 1940 roku w budynkach dawnej fabryki Samuela Abbego przy ul. Zgierskiej w Łodzi. W 1939 roku w upadłej fabryce stacjonowali polscy żołnierze. Po klęsce wrześniowej stworzono tu obóz przejściowy Gestapo i obóz dla przesiedleńców. Ostatecznie zdecydowano, że w miejscu tym powstanie tymczasowe więzienie, w którym osadzani będą mężczyźni na czas prowadzonych śledztw. Trafiali tu zarówno przedstawiciele polskiej inteligencji, członkowie podziemia niepodległościowego, pospolici przestępcy jak i osoby łamiące restrykcyjne prawo Rzeszy, które na Polaków nakładało liczne ograniczenia prawne i ekonomiczne. Od samego początku było to też więzienie przeznaczone dla ludności nieżydowskiej.

Choć nie miało ono charakteru obozu koncentracyjnego to warunki w nim panujące były fatalne. Paskudne i ograniczone racje żywnościowe, wszechobecny terror i sytuacja higieniczna, powodowały, że hasło Radogoszcz wzbudzało powszechny strach. Złą sławą to miejsce cieszyło się także ze względu załogę więzienia, która słynęła z okrucieństwa i bezwzględności.

Furman

Początkowo funkcję załogi Radogoszcza pełnili przybyli z Niemiec członkowie SS. Wraz z utworzeniem Więzienia Policyjnego zaczęto powoli wymieniać obsługę zatrudniając lokalnych volksdeutschów. Jednym z zatrudnionych był wspomniany Józef Heinrich.

Heinrich urodził się 31 marca 1899 roku w Ksawerowie pod Pabianicami. Była to osada, która przed II wojną światową zamieszkana była w dużej mierze przez spolszczonych osadników niemieckich. W przeciwieństwie do swoich ziomków mieszkających w Łodzi czy Pabianicach, nie należeli do najbogatszych, często ledwo wiążąc koniec końcem. Najpewniej z takiej rodziny pochodził też Józef. Wiemy, że jako młodzieniec podjął pracę w jednym z pabianickich młynów gdzie pracował jako woźnica. Był też członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w naszym mieście. Jak wynika z zeznań późniejszych pabianickich więźniów Radogoszcza, był człowiekiem kojarzonym i rozpoznawalnym, głównie dzięki rudym włosom i postawnej sylwetce.

Po wybuchu wojny Józef Heinrich szybko zdecydował się na podpisanie volkslisty. Możliwe, że przed wojną współpracował już z pronazistowską Partią Młodoniemiecką, która na terenie naszego miasta i w Ksawerowie posiadała swoje silne struktury. Dla Volksdeutscha, którego niemieckie korzenie nie pozostawiały żadnych wątpliwości, była to szansa na szybki awans zawodowy i łatwe odnalezienie się w nowej strukturze państwowej jaka powstała po klęsce Polaków we wrześniu 1939 roku. Łódź i najbliższy region wcielone zostały bezpośrednio do Rzeszy stając się częścią tzw. Kraju Warty. Celem polityki niemieckiej na tych terenach stało się szybkie pozbycie się Polaków tu mieszkających i zastąpienie jej osadnikami z Niemiec. Jednocześnie tutejsi Niemcy mogli liczyć na profity.

Krwawy Józio

Zatrudnienie się w załodze więziennej dla prostego furmana było przedsionkiem do awansu. Heinrich został nie tylko zwykłym strażnikiem, tylko wręcz kierownikiem zmiany, co traktować mógł jako wyróżnienie, zwłaszcza, że najpewniej jego jedyną kwalifikacją była posiadana siła. W tym samym czasie załogę Radogoszcza uzupełniali inni Volksdeutsche z Łodzi i okolic. Wszystkich cechowało jedno – dużo większe okrucieństwo niż to, które prezentowali wcześniejsi funkcjonariusze, którzy przybyli tu z Niemiec.

Przykładem takiego okrutnika była właśnie Józef Heinrich, którego więźniowie nazywali „krwawym Józiem”. Lista jego przewin jest długa. Podobno nie rozstawał się z podręcznym batem, którym chętnie zadawał razy więźniom biegnącym na apel lub do umywalni. Chętnie się nad nimi znęcał, a zadając ból rozkoszował się jękami i błaganiem o litość. Sam zaś litości nie miał. Ciąży na nim odpowiedzialność za śmierć co najmniej kilku osób zamęczonych na torturach. Część z nich umierała utopiona w beczce z odchodami, do których krwawy Józio uwielbiał wpychać szczególnie cierpiących osadzonych.

Jego okrucieństwo było na tyle znane, że w grudniu 1942 roku wspomniana wcześniej rozgłośnia BBC wymieniła go wśród największych sadystów na ziemiach polskich. Józia ta informacja jeszcze bardziej ośmieliła. Jak wspominają osadzeni, po tym jak usłyszał o sobie na falach radiowych chodził i powtarzał, że nie może zawieźć własnej legendy, na którą tak ciężko pracował.

Szczególnym sadyzmem Józio odznaczał się wobec mieszkańców Pabianic, a zwłaszcza tych, których prywatnie znał przed wrześniem 1939 roku. Przy przyjęciu transportu nowych więźniów miał zresztą zwyczaj pytania, kto z przybyłych pochodzi z Pabianic. Nowi osadzeni, nie znający przecież tutejszych obyczajów, chętnie się zgłaszali licząc na lżejsze traktowanie ze strony krajana. Niestety była to pułapka celowo zastawiana przez Heinricha.

Zemsta

Nieznany jest los Józefa Heinricha po klęsce Niemiec. Jeszcze w Nowy Rok 1945 roku z pewnością dokonał zbrodni na ludności polskiej zabijając kilkudziesięciu więźniów osadzonych w radogoskim więzieniu. Najpewniej brał też udział w masowej eksterminacji więźniów w nocy z 17 na 18 stycznia 1945. Po tej dacie słuch o nim zaginął. Świadkowie opowiadali, że został on rozpoznany w Łodzi lub Pabianicach przez byłych więźniów, którzy dokonali na nim samosądu. Ta wersja jego losów jest najpopularniejsza. Inna – nieudokumentowana źródłowo – mówiła, że został schwytany przez polskie władze i skazany na śmierć.

Co stało za jego niezwykłym okrucieństwem? Po pierwsze dla większości wachmanów niemieckiego pochodzenia zatrudnienie w obsłudze radogoskiego więzienia było autentycznym awansem społecznym i szansą na dalszą karierę. Można mówić zatem o neofickim zaangażowaniu. Byli to na ogół ludzie kiepsko wykształceni, bez większych kwalifikacji, dla których przemoc była jedynym środkiem do pokazania swojej wyższości. Po drugie, mogła wynikać także z kompleksów leczonych za pomocą władzy, którą jako przełożony wachmanów otrzymał. Wreszcie decydowały o tym także osobiste cechy, które ujawniły się w tej ekstremalnej sytuacji.

tekst. Sebastian Adamkiewicz 

BIBLIOGRAFIA:

Wypijewski J., Chleb mojego życia, Włocławek 2004
Zarachowicz W., Nas nie pożarły płomienie, Warszawa 1991
Galiński A., Hitlerowskie więzienia i obozy, [w:]Łódź w planach eksterminacyjnych okupanta hitlerowskiego 1939–1945, Łódź 1986, s. 37–50
Galiński A., Likwidacja więzień niemieckich w Łodzi w styczniu 1945r., [w:]Rok 1945w Łodzi. Studia i szkice, red. J. Żelazko, Łódź 2008
Jadczyk K., Sylwetki oprawców więzienia na Radogoszczuw świetle relacji naocznych świadków, „Acta Universitatis Lodzensis”, Folia Historica 103, 2019, s. 134-153
Martyrologium Łódzkie. Przewodnik po Radogoszczu i Miejscach Pamięci Narodowej, Łódź 2005.
Nowacka M., Radogoszcz, Łódź 1948

Zdjęcia pochodzą z archiwum Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.

REKLAMA
Subskrybuj
Powiadom o
9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

„Krwawy Józio” – przedwojenny zakapior! Postrach wiejskich potańcówek! 😁

Wciągający tekst i ciekawa seria, gratuluję.

ale że co? mamy mu teraz ulicę jego nazwiskiem nazwać?

,,Elementarny błąd ortograficzny kompromitujący autora. Pomylić czasowniki zawieść (‚sprawić komuś zawód’) i zawieźć (‚dostarczyć kogoś, coś w jakieś miejsce’), po prostu brakuje słów!”

Dziękujemy za uwagę. Myślę, że są bardziej kompromitujące rzeczy w życiu :). Miłego dnia.

Pytanie, które nasuwa mi się po przeczytania artykułu- czy można w jakiś sposób skojarzyć jego lub jego rodzinę z wydarzeniami września 1939r. gdy ostrzelani zostali na wysokości Teklina polscy żołnierze Armii Łódź przez V- kolumnę.?

Jak twierdzi autor tekstu, trudno odpowiedzieć na to pytanie, dowodów na to nie ma, a on sam (krwawy Józio) też o tym nie wspominał, choć samo ostrzelanie świadczy o tym, że taka organizacja pronazistowska tam funkcjonowała i była silna.

Oczywiście, że ma Pan rację. Na przyklad elementarne błędy ortograficzne. Życzę udanego wypoczynku.

Krwawy juzio został schwytany ludzie mu wymierzli los kara była okrutna rozebrali go do naga przeszedł całą piotrkowska a potem przyczepili jego ciało do 2 koni i rozerwali tak było babka o tym mi muwila