Strona główna Kroniki Pabianic Zapomniana historia getta w Pabianicach

Zapomniana historia getta w Pabianicach

23
Zbiory Muzeum Miasta Pabianic

Niewiele jest historii lokalnych zapomnianych tak silnie jak dzieje pabianickiego getta. Oczywiście przebłyski o jego tragicznym losie pojawiają się niekiedy w prasie, na pojedynczych stronach internetowych, czy w opracowaniach, ale w przestrzeni publicznej pamięć o nim nie istnieje. Nie ma w naszym mieście ani jednego miejsca, które przypominałoby o jego funkcjonowaniu. Jedynie niewielka tablica przy ul. Bóźnicznej (i tak zawierająca błędy) informująca o istnieniu w tym miejscu synagogi, próbuje być niemym świadectwem wstrząsającej przeszłości.

Drogi Czytelniku! Pozwól, że zacznę ten artykuł nietypowo. Zanim przejdziesz do lektury, należy Ci się bowiem pewne wyjaśnienie. Słowo „zapomniane” używane jest w tytułach artykułów czy książek historycznych nader często. Copywriterzy twierdzą, że brzmi ono atrakcyjnie, wprowadza w nastrój tajemnicy, sprawia wrażenie, że oto przed czytelnikami autor odkrywa coś nieznanego, anonimowego, że wprowadza ich w wąską grupę wtajemniczonych. Jako historyk miewam alergię na epatowanie „zapomnieniami”, bo zdaję sobie sprawę z podtekstu tego zabiegu. Oczywiście, najczęściej jest tak, że faktycznie ów utajemniczony temat nie jest wystarczająco szeroko znany. Generalnie bywa tak z całą historią, której nawet najbardziej rozpoznawalne zagadnienia, są anonimowe dla szerokiego grona odbiorców. Łatwo więc zbudować wrażenie zapomnienia, które wcale nim być nie musi.

Co w takim razie jest zapomnieniem? Wydaje się, że jego głównym kryterium winno być istnienie tematu w przestrzeni publicznej mierzone miejscami upamiętnienia, celebrowanymi rocznicami, nazwami ulic, zbiorem okazji do tego, by z historią danego zjawiska się zapoznać. Pisząc o zapomnianej historii getta w Pabianicach nie chodzi mi o deficyt artykułów, publikacji, filmów czy źródeł na ten temat. Choć brakuje jego monografii, czy mniej lub bardziej szczegółowych badań naukowych, to nie sposób odmówić trudu jaki w przypominanie losów Żydów pabianickich włożyła Alicja Dopart, nie wspomnieć o mrówczej kwerendzie Sławomira Saładaja, książce Romana Peski, filmie „Sarid” Zbigniewa Gajzlera, działaniach popularyzatorskich Muzeum Miasta Pabianic czy wszystkich tych autorów, którzy przez lata próbowali pisać o pabianickim getcie. W tym wymiarze nie jest ono zapomniane z pewnością.

Z równą pewnością można jednak powiedzieć, że uleciało z pamięci zbiorowej utrwalonej w przestrzeni publicznej. Żadna z ulic, czy powstających jak grzyby po deszczu rond, nie upamiętnia ofiar lokalnego getta, o jego istnieniu nie informuje żadna tablica, jego granice – wzorem innych miast – nie są oznaczone, a 16 maja – data początku tragicznej likwidacji – nie wpisuje się w kalendarz miejskich uroczystości, nawet w skrajnie ubogiej formie. Trudno nawet odpowiedzieć mi na pytanie dlaczego tak jest. Pisząc ten artykuł (a także kolejne, które jak mniemam ukażą się w najbliższym czasie), nie roszczę sobie praw do naukowego i pozbawionego błędów opracowania historii getta. Mam raczej nadzieję, że poruszy on sumienia tych, którzy w naszym mieście o czymś decydują.

Skąd Żydzi w Pabianicach?

Nie sposób rozpocząć historii getta w Pabianicach skąd w naszym mieście znaleźli się Żydzi. Dla wielu miast i wsi w Polsce obecność Żydów była czymś naturalnym. Przybywali oni tłumnie na ziemie polskie od najpewniej już od XIII wieku uciekając przez prześladowaniami jakich często stawali się ofiarami w Europie Zachodniej. W Polsce również nie cieszyli się pełnią praw obywatelskich, bywali także kozłami ofiarnymi, spotykało ich mało przyjazne traktowanie, a rodzimej kulturze nie były obce antysemickie mity. Tym niemniej zakres przywilejów, a także miejsce w strukturze gospodarczo-społecznej zachęcały do osiedlania. Były jednakże miejsca w Rzeczpospolitej, w którym Żydom mieszkać nie było można. Dotyczyło to szczególnie dóbr prywatnych, a przede wszystkim kościelnych. Pabianice, które były miastem należącym do Kapituły Krakowskiej, przez cały okres staropolski starozakonnych więc nie przyjmowały. Dopiero sekularyzacja czyli odebranie dóbr Kościołowi, które nastąpiło po II rozbiorze (w wyniku którego nasze miasto znalazło się w zaborze pruskim) pozwoliło na migrację ludności wyznania mojżeszowego. Dla władz pruskich było to zresztą zjawisko pożądane. Pod koniec XVIII wieku miasteczka ziemi łęczycko-sieradzkiej przeżywały kryzys urbanizacyjny. Pogarszające się statystyki ludnościowe mogła zmienić tylko migracja. Żydzi byli grupą chętnie migrującą, a dodatkowo – dzięki przyjętym rolom społecznym – mogli sprzyjać rozwojowi regionu. W 1794 roku na blisko 500 mieszkańców miasta, wyznawcy religii mojżeszowej tworzyli 15-osobową wspólnotę.

W kolejnych latach liczebność ludności żydowskiej dynamicznie wzrastała. Według szacunków Narodowego Spisu Ludności z 1931 roku, starozakonni stanowili w Pabianicach blisko 18% ludności co przekładało się na 8177 osób. Była to grupa zróżnicowana pod względem wykształcenia, kapitału kulturowe i majątku. Wśród nich spora grupa reprezentowała ówczesną inteligencje – lekarze, farmaceuci, prawnicy, nauczyciele. Duża część pabianickich Żydów parała się drobnym rzemiosłem lub handlem. Nieliczni należeli do grona przemysłowców, a wśród nich Lewiccy i Baruchowie. Ci drudzy byli twórcami zabudowań fabrycznych przy ul. Grobelnej gdzie obecnie znajduje się Fabryka Wełny. Krewnym wielkich Baruchów był Maksymilian Baruch, historyk i regionalista, pierwszy profesjonalny badaczy historii Pabianic, którego szereg ustaleń weszło do kanonu opowieści o dziejach miasta. Gros Żydów mieszkających w Pabianicach była jednak stosunkowo biedna. Świadczyć mogą o tym liczne inicjatywy samopomocowe organizowane przez wspólnotę żydowską.

Egzystencja pabianickich Żydów koncentrowała się na wschodniej i północnej pierzei Starego Rynku. Żydowskie były takie ulice jak Bóźniczna, Poprzeczna, Garncarska, Batorego, Kapliczna, Konstantynowska, Kopernika, a fragmentami także Warszawska. Nie oznacza to, że w innych częściach miasta Żydzi nie mieszkali. Jeszcze w XIX wieku społeczność żydowska otrzymała zgodę na osiedlanie się na Nowym Mieście, a tuż przed wybuchem wojny Żyda spotkać można było już niemal wszędzie. Tym niemniej to właśnie w pierwotnym miejscu koncentracji ludności żydowskiej tętniło życie religijno-kulturalne starozakonnych. Przy ulicy Bóźnicznej w 1847 roku powstała murowana synagoga. Legenda mówi, że jej budowa nie spotkała się z entuzjazmem chrześcijańskiej części mieszkańców miasta. Ponoć Żydom co bardziej krewcy przedstawiciele ludności polskiej i niemieckiej, wygrażali, że nocą spalą budowlę. Żydzi opowiadali więc, że przez cały czas budowy stawiający świątynię w ciągu dnia pracowali, a nocą pełnili warty, aby nikt nie uszkodził wznoszonego miejsca modlitw. Środowisko lokalnych wyznawców religii mojżeszowej było zresztą uważane za stosunkowo pobożne. Z powodzeniem funkcjonowały tu religijne szkoły żydowskie i chór znany z doskonałych wykonań nabożnych utworów. W Pabianicach urodził się także znany religijny pieśniarz Szloma Żelichowski.

A więc wojna

Początek II wojny światowej lokalni Żydzi przyjęli z niepokojem i strachem. Informacje o nienawistnej polityce względem Żydów prowadzonej przez niemieckich nazistów, docierały do Polski już od 1935 roku kiedy uchwalono tak zwane ustawy norymberskie. Słyszano o konfiskatach majątków, przesiedleniach, pobiciach. Niekiedy klimat zza zachodniej granicy udzielał się zresztą i lokalnym nacjonalistom. Nie przybrał on jednak nigdy wymiaru takiego jak ten po wybuchu wojny. Świadek tamtych wydarzeń Jahojszua Birnbojm pisał po latach:

Piękny, słoneczny dzień, odezwały się syreny, a radio przyniosło mrożącą krew w żyłach wiadomość: wybuchła wojna. Szaleństwo, które nadeszło miało nas unicestwić. W piątek na niebie zobaczyliśmy stalowe ptaki destrukcji. Spadły pierwsze bomby. Dygotaliśmy ze strachu. Po ośmiu dniach znaleźliśmy się w rękach hitlerowskiej bestii. Miasto poniosło wiele strat. Pierwsi żołnierze niemieccy po wkroczeniu do Pabianic od razu, z uśmiechem na ustach, zastrzelili spokojnego Żyda [Szmuela] Fuksa. Był pierwszą ofiarą spośród tysięcy Żydów zamordowanych przez Niemców.

Już w pierwszych dniach okupacji Niemcy wprowadzać zaczęli szereg regulacji, których celem było upodlenie lokalnej ludności żydowskiej. Żydzi zmuszani byli do zbierania zwłok z ulic, bici, obcinano im brody, zmuszano do bezpłatnej pracy. Ograniczano także możliwość zakupu żywności, w tym chleba. Wprowadzono godzinę policyjna, która zakazywała Żydom opuszczanie domów po godzinie 17 i przed godziną 8. Konfiskowano mienie zamożnych Żydów, zajmowano ich manufaktury. Żydzi musieli zacząć nosić opaski z gwiazdą Dawida, nie mogli używać chodników, zobowiązani byli do oddawania hołdów Niemcom, których mijali. Jednocześnie władze niemieckie prowokowali wystąpienia antysemickie przekupując drobnych przestępców i skłaniając do wybijania szyb, niszczenia mienia, czy pobić. W trakcie jednej z nich zdewastowano synagogę przy Bóźnicznej. Warto dodać, że w czasie II wojny światowej nie doszło do jej zniszczenia. Decyzję o rozbiórce zapadła dopiero w latach 50-tych.

Żydzi próbowali się chronić przed niemieckimi represjami. Część z nich zdecydowała się wykorzystać chaos administracyjny w pierwszych miesiącach wojny i spróbować ucieczki do Związku Radzieckiego, gdzie pomimo represyjności systemu nie prowadzono zorganizowanej polityki eksterminacji w stosunku do ludności żydowskiej. Po zdobyciu stosownych przepustek umożliwiających przekroczenie granicy opuszczali Pabianice. Szczególnie z tej okazji korzystały osoby, które przed wojną związane były z organizacjami komunistycznymi.

Getto

Większość Żydów w Pabianicach jednak pozostała. W październiku Niemcy rozpoczęli organizację quazisamorządu żydowskiego, co było wstępem do stworzenia zamkniętej dzielnicy. Judenraty miały reprezentować starozakonnych i regulować życie we wspólnocie. W rzeczywistości zakres władzy tych organizacji był ograniczony. O funkcjonowaniu Żydów de facto decydował najpierw pełnomocnik władz powiatowych o nazwisku Szper, a od marca 1940 roku „opiekę” nad tą ludnością przekazano komisarzowi policji w Pabianicach Hansowi Georgowi Meyerowi, po latach nazwany rzeźnikiem getta. Oczywiście w pierwszych tygodniach października Żydom wydawało się, że Judenrat będzie realnym samorządem. Według relacji pierwszym naczelnikiem Judenratu wybrany został adwokat Izaak Alter. Jego wola niezależnego działania szybko została zablokowana. Aresztowany został w listopadzie 1939 roku, prawdopodobnie po denuncjacji Volksdeutsche’a Kiepscha, który przed wojną był dozorcą w kamienicy należącej do innego członka Judenratu, Lubranieckiego. Kiepsch donieść miał, że pod przykrywką Judenratu odbywają się tajne antyniemieckie spotkania.

Jeszcze w trakcie rządów Altera żydowska Rada Starszych próbowała powstrzymać prowadzoną już akcję przesiedleń ludności żydowskiej. Żydów usuwano z mieszkań położonych poza Starym Miastem i zaczęto dokwaterowywać na terenie przyszłego getta. Niektórym Żydom udawało się zamieszkać u swoich znajomych, większość jednak trafiała do obcych sobie ludzi.

Decyzja o sformalizowaniu getta zapadła w lutym 1940 roku. Już wcześniej podobne dzielnice zaczęto tworzyć w Piotrkowie, Radomsku i Łodzi. Pretekstem do powstania getta była epidemia tyfusu jaka wybuchła w mieście. Niemcy twierdzili, że ze względów sanitarnych muszą ulokować wyznawców religii mojżeszowej w jednym miejscu. Wyznaczono zatem granice dzielnicy, którymi były ulice Batorego-Garncarska-Konopna–Konstantynowska–Młynarska– Kapliczna– Warszawska – Bóźniczna – Skargi – Poprzeczna – Warszawska do Batorego. Getto znajdowało się zatem po dwóch stronach ulicy Warszawskiej. Tylko kilka razy w ciągu dnia Żydzi dostawali zgodę na przejście z południowej na północną stronę getta i z północnej na południową. Roman Peska wspomniał:

Przejście ulicą Warszawską zostało zablokowane przez żydowskich strażników w granatowych czapkach z żółtym otokiem i bodajże opaską na rękawie. Coś było na niej napisane, ale nie zwróciłem na to uwagi. W ręku trzymali długie kije i poganiali nimi Żydów, którzy tłumnie przechodzili z ulicy Konstantynowskiej w Bóźniczną i odwrotnie. Tłum i ścisk niesamowity. Krzyk strażników, bicie kijami, płacz i jęki, deptanie ludzi, wołanie o pomoc kogoś z imienia, wywoływało straszne wrażenie.

Według relacji świadków, po stronie północnej – w domu przy ul. Konstantynowskiej 11, miała się znajdować siedziba Judenratu, zwana czasem pogardliwie „domem panów”. Przydomek ten przybrała wraz ze wzrostem niechęci ludności żydowska do Rady Starszych, którą oskarżano o oszustwa w dysponowaniu racjami żywnościowymi, złą sytuację sanitarną i kłopoty aprowizacyjne. Niemcy starali się zresztą pogłębiać te niesnaski. Po północnej stronie – u zbiegu Konstantynowskiej i Młynarskiej – istniał szpital żydowski powołany w momencie wybuchu epidemii. Po południowej stronie działały natomiast organizacje samopomocowe, z których najpopularniejsza – prowadząca m.in. dożywianie dla dzieci – funkcjonowała przy ul. Poprzecznej 22. 21 lutego 1940 roku Żydom mieszkającym poza obrębem wyznaczonych granic getta nakazano zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i wprowadzić się na jego obszar. Na niewielkim obszarze ulokowano ponad 8 tys. Żydów.

Codzienność

Getto w Pabianicach miało charakter otwarty. Nie było otoczone murem czy chociażby drutem kolczastym. Jego granic pilnowała policja żydowska. Umożliwiało to kontaktowanie się Żydów z Polakami, w tym m.in. szmugiel żywności na teren getta. Oczywiście za taką pomoc Polakom i Żydom groziła śmierć. Nie były to zatem sytuacje powszechne, a raczej wyjątkowe. Tym niemniej fakt pomocy ludności żydowskiej ze strony Polaków jest przytaczany we wspomnieniach. Szczególnie często pojawiają się relacje o dostarczaniu jedzenia. Braki aprowizacyjne były najpoważniejszym problemem getta. Porcje jedzenia były nieproporcjonalnie małe do liczby ludności. Jedną z najbardziej wzruszających jest historia pewnej anonimowej staruszki, która każdego dnia dostarczać miała na teren getta mleko i chleb. O swobodnym dostępie pisze także Roman Peska, który jako 8-letni chłopiec kilkakrotnie przechodził przez teren getta ze swojego mieszkania przy Warszawskiej 80 do Starego Rynku. W jego wspomnieniach czytamy:

Powodem tej ciągoty było zdarzenie, którego nigdy nie zapomnę. Otóż idąc kiedyś, w godzinach przedpołudniowych ulicą Warszawską, w stronę Rynku, w niedalekiej odległości od sklepu masarskiego Kociołka, była i jest do dzisiaj duża brama wejściowa do budynku z drewnianymi solidnymi wrotami. Zawsze były zamknięte. Mimo woli, właśnie w tym miejscu spojrzałem w stronę bramy, słysząc jakby jakiś głos ludzki. W mgnieniu oka – sekundy spojrzałem w prawo i na dole, w wolnej przestrzeni, o szerokości ok. 1—15 cm ujrzałem ludzką, dziecinną dłoń, bardzo wychudzoną, szarą i małą. Palce zginały się w stronę bramy. Na pewno była to rączka dziecka.

Pesce kolejnego dnia udało się przekazać kromkę chleba. „Szmugiel” trwał jeszcze kilka dni. Pewnego dnia chłopiec zobaczył w małej dłoni fragment szarego płótna. Na zawiniątku znajdowała się krótka wiadomość – Dziękuję! Izaak.

Wśród osób pomagającym Żydom w relacjach z epoki wymienia się także doktora Majera, chirurga, który miał pomagać we wspomnianym już szpitalu żydowskim przy Konstantynowskiej. Jego zaangażowanie nie było mile widziane przez władze niemieckie. Zostać miał aresztowany i powieszony.

Mimo licznych represji w getcie starano się jakoś żyć. Zasadniczo – podobnie jak w Łodzi – dzielnica była swoistym obozem pracy. Żydów przymuszano do ciężkiej pracy w specjalnie utworzonych zakładach krawieckich gdzie szyto mundury dla wojska. Poza godzinami pracy starozakonni starali się organizować wolny czas. Ponoć istniały teatrzyki i kabarety, które w niewielkim stopniu potrafiły osłodzić gorycz codzienności. Uciekano także w duchowość, choć Niemcy praktyki religijne starali się ograniczyć zdając sobie sprawę z pozycji rabinów. W maju 1941 roku aresztowano rabina Lejbe Ajzenberga. Zorganizowano publiczne tortury w czasie których wyrywano mu włosy z brody, ciągnięto po ulicy, bito i podduszano. Od mieszkańców getta zażądano wykupu. Po otrzymaniu gotówki rabina wypuszczono. Kilka dni później zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.

16 maja 1942 oddziały gestapo i żandarmi otoczyli teren getta. Rozpocząć miał się ostatni etap tragedii pabianickich Żydów. O tym jednak w kolejnym tekście.

Bibliografia:

Dąbrowska D., Zagłada skupisk żydowskich w Kraju Warty w okresie okupacji hitlerowskiej, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1955, nr 13–14.
Pabianice, [w:] Encyclopedia of Jewish Life before and during the Holocaust, t. II, red. Sh. Spector, G. Wigoder, New York 2001, s. 960.
Peska R., Skazani na zagładę. Żydzi w Pabianicach 1794–1998, Pabianice 1998.
Rykała S., Działalność społeczno-kulturalna mniejszości narodowych i religijnych w przestrzeni miejskiej Pabianic do drugiej wojny światowej, Studia z Geografii Politycznej i Historycznej 2, s. 263-302
Sefer Pabianice. Jizkor Buch fun der farfainikter kehile, red. A. W. Yassni, Tel Awiw 1956, Melbourne 2014 (książkę w języku angielskim przeczytać można na stronie: https://www.jewishgen.org/Yizkor/Pabianice1/Pabianice1.html)

REKLAMA
Subskrybuj
Powiadom o
23 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments

Ktoś to zapomniał o takim „małym” wkładzie Pana Gajzlera …… chodzi mi o film SARID. https://filmpolski.pl/fp/index.php?film=4221421

W drugim akapicie tekstu wymieniam ten film

Dziękuję za ten tekst

Proponuję uchwalić nazwę ronda „korzystnej dla polski ustawy 447″ ” przekazania w eksterytorialnasc terenu muzeum auswitz” ” podpisania korzystnej dla Polski ustawy o zabezpieczeniu społecznym dla izraela” ” decyzji sadu o wyłączeniu z odpowiedzialności sądowej premiera posiadającego obywatelstwo innego panstwa” ” pełnieniu ważnych funkcji rządowych przez osoby ukrywajace swoje pochodzenie, podwójne obywatelstwo i immunitet kraju rodzinnego ” „Podziękowanie za sprawowanie kierowniczych stanowisk w powojennej polsce w NKWD ” „Odrodzenie mitu Polin przez Arona Faingebauma ” O wyłożeniu orginałow z IPN Utrzymywaniu muzeów, cmentarzy, i oficjalnej ilości ponad 10 tyś pracowników mosad Przypadkowej siedzibie mosad i partii wiodącej w tym samym… Czytaj więcej »

Kto ci takich manipulacji nakładł do głowy ? Co musiałeś zobaczyć na facebuku i youtubie, żeby uwierzyć w te bzdury ? Komu zależy, żeby tacy jak ty w te bzdury uwierzyli ?

Last edited 17 dni temu by Zbigniew

A kto Ci zakleił oczy ?
uszy ?
lub rozum ?
komu zależy żeby o takich sprawach nie rozmawiać?
i żeby ich nie sprawdzać ?

Poproszę o link do danych na temat Mossadu. Zainteresowało mnie to

kto ochrania muzeum Auswitz ? ( wolontariat stoi na bramce, ale to już jest ziemia izraela) Muzeum Polin ? Dlaczego to eksterytorialne miejsca ? Czyli wykrojone z naszego kraju i podarowane w prezencie Oczywiście dotowane z naszych budzetowych pieniędzy przez np. ministra kultury tak jak teatry, cmentarze, synagogi… Dlaczego Polska policja nie ma wstępu do Auswitz? A polscy byli więźniowie nie sa wpuszczani na uroczystości i stoją kilkaset metrów z biało czerwonymi flagami ? Dlaczego powiewaja tam białoniebieskie flagi A polscy więźniowie na tablicach upamiętniających są zaszeregowani jako „pozostali nieżydzi” Johnny Daniels sierżant ? Biznesmen ? Lobbysta ? Człowiek wielu… Czytaj więcej »

90 procent kłamstw, 10 procent manipulacji. Czy tam w ogóle kiedykolwiek byłeś ? Może gdybyś był nie wypisywałbyś takich bzdur

Tak byłem osobiście .
A problemy z odwiedzinami tego obozu
przez polskich byłych więźniów
znam z relacji osbistej byłego więźnia,
który dzielił barak wraz z ks.Maksymilianem Kolbe .
Tylko narracja jednej grupy jest dopuszczalna do głosu .
Publikację wykłady filmy książki muszą zatwierdzone przez dyrektora .
Dyrektor muzeum tak jak minister kultury RP
nie jest zainteresowany wsparciem lub pomocą
dla rozpowszechniania innego punktu widzenia,
relacji naocznych świadków,
którzy mogliby zaszkodzić ustalonej narracji .
Redakcja EPA INFO wkrótce
otrzyma kilka książek gratis
( opłaconych prywatnie przeze mnie )
historii byłego więźnia Mirosława Firkowskiego
Na podstawie której niemiecki naukowiec pisał doktorat.

Jak zwykle piękny wiersz. Nie byłeś bo nie pisałbys kłamstw

https://youtu.be/Uf6Kd3OXQx8
Lech Kaczyński
Dyplomatycznie …
A to dopiero wierzchołek góry lodowej

Murzynów też nie lubisz ?

Dopóki nie urządzają nam ,
naszej kultury, historii, nauczania, gospodarki i życia społecznego w podleglosci do swojej nacji

Bardzo lubię czytać artykuły S. Adamkiewicza odnoszące się do przeszłości naszego miasta.
Tak trzymaj.

Dawno temu mojej ś.p. babcia opowiadała jak podczas wojny nosiła chleb do getta.
Podawała go przez ogrodzenie sąsiadujących kamienic. Wtedy byłem jeszcze młody i nie pociągnąlem tematu. A szkoda , bo teraz on mnie znacznie ciekawi. W którym to było miejscu ? Już się tego nie dowiem.

Last edited 17 dni temu by Ikarum

Z opowiesci mojej babci wiem ze pradziadek szmuglował żywność do getta, niestety więcej nic nie ustaliłem .

Bardzo dziękuję za ten tekst. Niestety nie często można przeczytać tak dokładny tekst o historii tego miasta, a szkoda, bo jeśli nie będzie publikacji, to osób pamiętających czasy II WŚ już jest coraz mniej. Czekam na kontynuację.

Taaa za kilo złota nosili te chlebki…masełka…i sery….pzdr

A dziś żydzi u siebie wprowadzają terror szczepionkowy, wydają sanitarne paszporty (inna forma znaku gwiazdy, którą nosili), prześladują ludzi, próbują i u nas zaprowadzić własne porządki…. Ironia losu, co nie? Adolf byłby dumny

Terror ? Jak zawsze potrafią sami zadbać o siebie. Taki to naród, który nie patrząc na innych zawsze potrafi wyjść na swoim. Można im pozazdrościć.

Polecam lekturę”Powrót do Jedwabnego”, szeroki opis życia, postępowania oraz wpływ Żydów w Polsce i nie tylko.