Strona główna Kroniki Pabianic Prasa 120 lat temu. Tak „Robotnika” w pabianickich fabrykach czytali

Prasa 120 lat temu. Tak „Robotnika” w pabianickich fabrykach czytali

0
Jedną z popularniejszych gazet drugoobiegowych wydawanych na przełomie XIX i XX wieku był „Robotnik” tworzony przez działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej. Pabianice były ważnym miejscem na mapie kolportażu pisma.

Na przełomie XIX i XX wieku na ziemiach tzw. Królestwa Polskiego – autonomicznej części Imperium Rosyjskiego – prasa polska wydawana mogła być jedynie pod bacznym okiem cenzury. Ta wykluczała w zasadzie możliwość jakichkolwiek komentarzy politycznych, które krytykowałby otwarcie władze carskie. Dlatego dużą popularność zdobywały tajne wydawnictwa zwane bibułą. Ich drukowanie i kolportaż były oczywiście nielegalne i zagrożone wysokimi karami więzienia lub zsyłki. Jedną z poczytniejszych bibuł była gazeta „Robotnik” wydawana przez Polską Partię Socjalistyczną.

Droga do Pabianic

Pierwsze numery drukowano w Londynie w formie jednodniówek. Na II Zjeździe Krajowym PPS drukarnię postanowiono stworzyć na ziemiach polskich. Pierwszym lokum były Lipniszki położone niedaleko Wilna (od czerwca do grudnia 1894 roku). Następnie drukarnię przeniesiono do Wilna gdzie funkcjonowała aż do 1899 roku, kiedy pod wpływem serii aresztowań działaczy PPS oraz ze względów logistycznych, postanowiono przenieść ją do Łodzi. Na winiecie widniejącej na pierwszej stronie zawsze miejscem wydania była jednak Warszawa, co w oczywisty sposób miało kamuflować prawdziwe miejsce produkcji pisma. „Robotnika” tworzył Józef Piłsudski będąc jego redaktorem, drukarzem i felietonistą.

„Robotnika” wydawano w nakładzie od 1300 do 1600 egzemplarzy. W 1899 roku, kiedy przeniesiono drukarnię z Wilna do Łodzi, nakład wynosił koło 1900 kopii pisma. Część z nich trafiała także do Pabianic. Z jednego z pism wysłanych na III Zjazd dowiedzieć możemy się o ilości egzemplarzy udostępnianych w różnych częściach kraju.

„Warszawa i okolice podmiejskie biorą zwykle 450 egz., Zagłębie Dąbrowieckie (Dąbrowa, Sosnowiec, Sielce itd.) 100 egz. Radom i okolice (Ostrowiec, Bzin i kilka innych, kupa wsi) – 100 egz. Pabianice i okolice (teraz i Zduńska Wola) – 60 egz.: Łódź 60 egz; Zawiercie i okolice (Myszków itd.) – 50 egz.; Wilno 50 egz.; Białystok 30 egz.; Kowno 20 egz.; Piter, Moskwa, Kijów po 20 egz.: Zagranica – 120, reszta idzie do drobnych miejsc po 5, 6 i jednym egz.”

Klisza winiety „Robotnika”, zbiory własne autora
Maszyna drukarska tzw. bostonka służąca do druku „Robotnika” w Łodzi, zbiory własne autora
Sprytny jak Pabianiczanin

Widać zatem, że do Pabianic przywożono dokładnie tyle samo egzemplarzy co do Łodzi. Świadczy to niewątpliwie zarówno o sile struktur PPS w naszym mieście jak i popularności samego pisma wśród pracujących tu robotników. Gazetę kolportowano z wykorzystaniem siatki organizacyjnej PPS, choć z korespondencji na Zjazd dowiadujemy się, że towarzyszył temu niekiedy ogromny bałagan. Numery nie dochodziły, tracono kontakty z dotychczasowymi kurierami, a w niektórych miejscach dostarczycieli w ogóle brakowało.

Bibuła dostawała się do rąk czytelników zresztą nie tylko drogą oficjalną, przez komórki PPS. Jak wynika z jednego z listów korespondenta z Pabianic, po otrzymaniu numeru „Robotnika” pracownicy fabryk sami, własnym sumptem, dodrukowali numer za pomocą litograficznych walców służących do drukowania chusteczek. W przemycie czasopisma niebagatelną rolę odgrywały kobiety, które ukrywały numery przygotowane do kolportażu w specjalnych kieszeniach ukrytych w obszernych sukniach. Nie przypadkowo nazywano je dromaderkami.

Wydawcy zachęcali aby „Robotnika” po przeczytaniu przekazywać dalej, tak aby jak największa liczba chętnych zapoznała się z jego treścią. Z dbałością o powszechny dostęp do gazety wiązały się niekiedy zabawne anegdoty. Jedna z nich pochodziła z Pabianic. Anonimowy korespondent pisał:

[…] dostają od nas 40-60 egz., a czytuje je, jak tameczni nasi obliczają 400 do 500 ludzi (sic!). Poufnie zapowiadano tam, źe jak kto po prze­czytaniu spali numer, to: są tu tacy, co go ukarzą, respekt stąd wielki dla bibuły; bywają przy tem zabawne sceny: jakiś robociarz przyniósł z fabryki Robotnika do domu. Żona jego jak zrozumiała, co to jest, dalej w gwałt do niego, aby jej oddał, to ona spali. Robociarz ani myśli jej oddawać, dowodząc że mu jeszcze życie miłe. Na nalegania wyniósł się z domu i dopóty się włóczył, póki nie znalazł drugiego, który odeń numer odebrał.

Sposób na Barucha

Ważną częścią „Robotnika” były tzw. korespondencje, czyli listy czytelników z różnych regionów ówczesnego Królestwa Polskiego. Zawierały one skargi na nadgorliwych majstrów, relacje ze strajków, narzekania na brak solidarności wśród robotników, czy mniej lub bardziej zabawne anegdoty. Swoich anonimowych informatorów miały także Pabianice. W numerze z kwietnia 1898 roku czytamy np. o strajku w fabryce Endera, który wybuchł po obniżce wynagrodzeń. W wyniku dwutygodniowego protestu właściciel zgodził się powrócić do dawnych stawek. Mniej udany był bunt w fabryce Izzaka Barucha. Jak pisze korespondent:

„Baruch czuje, że mało wśród nas ludzi świadomych, więc sobie pozwala i opornych straszy żandarmami. Austriakom gdy się upomnieli o swoją krzywdę też zagroził, że jak się będą buntowali to policję sprowadzi i ich zagranicę powypędza”

Informator nie tylko sprawnie relacjonował pabianickie stosunki pomiędzy fabrykantami, a robotnikami, ale także podsuwał radykalne pomysły. W sprawie krewkiego Izzaka Barucha stwierdził iż należy:

„Warto by choć w pojedynkę kijem nauczyć Barucha by bardziej szanował robotników z pracy których żyje i bogaci się”

W innym z kolei numerze opisano pabianickie obchody dnia 1 maja, a raczej dowcip jaki urządzili lokalni działacze żandarmom i fabrykantom. W dniu nieoficjalnego jeszcze wówczas Święta Pracy spodziewano się w mieście demonstracji i wieszania na drzwiach mieszkań i domów fabrykanckich proklamacji i odezw. Obawiając się tego właściciele fabryk postanowili sprowadzić do miasta dodatkowe zastępu policjantów z okolicznych miejscowości biorąc na siebie opłacenie ich służby. Gdy wiadomość ta dotarła do działaczy robotniczych postanowiono nie wywiesić ani jednej odezwy. Ponieważ te nie pojawiły się w przestrzeni miejskiej fabrykanci nie zgodzili się na opłacenie żandarmów. Przez kilka dni trwać miał spór pomiędzy lokalną elitą, a stróżami prawa, który ostatecznie zakończył się wypłatą należnych pieniędzy.

„Robotnik” wydawany był w podziemiu – z małymi przerwami – aż do 1918 roku, kiedy stał się gazetą wydawaną legalnie i oficjalnie. Pabianice często gościły na jego łamach. Do dziś należy on do jednego z cenniejszych źródeł wiedzy o tym co się działo w naszym mieście na przełomie XIX i XX wieku.

tekst: Sebastian Adamkiewicz

Bibliografia:

Ajnenkiel Eugeniusz, O mieszkanie Józefa Piłsudskiego w Łodzi i pamiątki jego pracy, Łódź 1936

Jaśkiewicz Leszek, Z dziejów PPS: wileńskie reperkusje „wpadki łódzkiej”, „Przegląd historyczny” 87/4, rok 1996, s. 843-851.

Jędrzejewicz Wacław, Kronika życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, t. I, Londyn 1977

Katastrofa PPS 1900 roku, „Niepodległość”1934, t. X, z. 1, pod red. L. Wasilewskiego, s. 170-176

Malinowski Aleksander, Materiały do historyi PPS i ruchu rewolucyjnego w zaborze rosyjskim od 1893 do 1904, t. II: 1898-1901, Warszawa 1911

Malinowski Aleksander, Materiały do historyi PPS i ruchu rewolucyjnego w zaborze rosyjskim od 1893 do 1904, t. I: 1893-1897, Warszawa 1911

Myśliński Jerzy, Prasa Polskiej Partii Socjalistycznej 1893-1906, „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” 13/1, rok 1974, s. 13-59

Myśliński Jerzy, Swobody, fabryk i ziemi! Początki polskiego ruchu socjalistycznego pod zaborami, Warszawa 1988

Piłsudski Józef, Bibuła, Kraków 1903

Robotnik. Organ Polskiej Partyi Socjalistycznej, 1894-1905

REKLAMA
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments