Strona główna Sport Piłka ręczna Gorzej być nie może

Gorzej być nie może

1

O fatalnej pierwszej rundzie Pabiksu zarówno kibice, działacze, jak i sami zawodnicy najchętniej jak najszybciej by zapomnieli. Teraz szczypiornistów czeka ciężka praca by wiosną było lepiej, bo gorzej po prosu już chyba być nie może.

Ubiegły sezon, w którym Pabiks miał walczyć o podium a zakończył go na 10. miejscu z 7 wygranymi, 1 remisem i aż 16 porażkami, uznano za kompletną klapę. W efekcie, przed obecnymi rozgrywkami wymieniono trenera i niemal cały zarząd klubu z prezesem na czele. Rolę szkoleniowca powierzono Adamowi Jędraszczykowi z przeszłością na ławce trenerskiej w ekstraklasie i I lidze. Nie obyło się także bez ruchów w kadrze zespołu, ale w drużynie pozostali czołowi zawodnicy, a w miejsce tych, którzy odeszli, zatrudniono godnych następców.

Rozgrywki ligowe pokazały jednak, że zmiany (przynajmniej póki co) na niewiele się zdały. Patrząc na same wyniki jest bowiem jeszcze gorzej. W ubiegłym sezonie po pierwszej rundzie Pabiks miał na koncie 5 wygranych (1 później anulowano po wycofaniu się MOKS-u Słoneczny Stok Białystok), a teraz o ponad połowę mniej (ledwie 2). Nie oznacza to jednak, że w grze naszego zespołu nie było żadnych pozytywów.

Wyraźnie trzeba oddzielić postawę Pabiksu w meczach wyjazdowych i tych we własnej hali. Na wyjazdach w niemal wszystkich spotkaniach skład był bardzo daleki od optymalnego, a na ławce często siedzieli sami juniorzy. Czołowych zawodników zatrzymywały bowiem obowiązki służbowe. W efekcie nie zdobyliśmy tam choćby punktu. O ile wysokie porażki z mocnymi MKS-em Wieluń, AZS-em AWF Biała Podlaska czy AZS UW Warszawa oraz zasłużona z Politechniką Anilaną Łódź są do wybaczenia. Oko można przymknąć także na przegraną w końcówce z Trójką Ostrołęka. O tyle przegrana ze zdecydowanie będącym w zasięgu AZS-em UMC Lublin tylko z powodu braków kadrowych jest niewybaczalna.

Jeszcze bardziej niewybaczalne są jednak dwie porażki na własne życzenie z sąsiadami w tabeli u siebie. Przegrane w ostatnich sekundach spotkania z AZS-em AWF Warszawa (27:28) i ChKS-em Łódź (24:25) po nerwowych końcówkach z czerwonymi kartkami to istny kryminał. We własnej hali bowiem nie licząc wpadki z Uniwersytetem Radom (23:37) potrafiliśmy napędzić stracha każdemu łącznie z niepokonanym wówczas Mazurem Sierpc (porażka po zażartej walce 22:25) czy zaskakująco dobrze prezentującym się beniaminkiem– Czarnymi Regimin (przegrana w końcówce 30:34 po naszych niepotrzebnych karach i niestrzelonych karnych). Za walory artystyczne punktów jednak nikt nie przyznaje. Wreszcie to w Powiatowej Hali Sportowej przy ul. św. Jana odnieśliśmy dwa jedyne zwycięstwa. Niezwykle prestiżowe, ale i ważne w kontekście tabeli derbowe spotkanie z Włókniarzem Konstantynów oraz na zakończenie rundy ze Szczypiorniakiem Dąbrowa Białostocka.

Wiosną o punkty będzie jeszcze ciężej, bo w starciach z sąsiadami tabeli nie będziemy dysponować już atutem własnej hali, a to tutaj nasi zawodnicy czują się najlepiej. W rundzie rewanżowej do Pabianic przyjeżdżać będą bowiem głównie zespoły bijące się o awans, z którymi o punkty będzie ciężko. Nasi szczypiorniści pokazali jednak, że u siebie są w stanie postraszyć każdego. Pozostaje mieć nadzieje, że w czasie dwumiesięcznej przerwy w rozgrywkach trenerowi Jędraszczykowi uda się zapanować nad temperamentem swoich zawodników, którym w wielu meczach w końcówkach puszczały nerwy, przez co potem byli zawieszani i osłabiali zespół na kolejne mecze. Dodatkowo w decydujących momentach naszym zawodnikom często brakowało zimnej krwi by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Bo chociaż po pierwszej rundzie mamy ledwie 2 zwycięstwa, co pozwala wyprzedzać tylko mający najgorszy atak w lidze Włókniarz Konstantynów (1 wygrana, 1 remis), to na pewno w naszym zasięgu są takie drużyny jak chociażby również mający dwa zwycięstwa AZS UMCS Lublin (wiosną przyjedzie do Pabianic), a także Szczypiorniak Dąbrowa Białostocka (2 wygrane i 1 remis), czy dwa zespoły, z którymi przegraliśmy na własne życzenie: mający najgorszą obronę w lidze AZS AWF Warszawa (4 wygrane, 1 remis) i ChKS Łódź (5 wygranych i 1 remis). Tylko punkt więcej od zespołu z Chojen mają zaś 7. w tabeli Czarni Regimin. Właśnie środek tabeli spokojnie nadal pozostaje w naszym zasięgu, bo i z innymi ekipami u siebie możemy pokusić się o punkty.

Oczywiście by walczyć o te zwycięstwa przydałoby się poszerzenie kadry, nad którym działacze Pabiksu już pracują. Co więcej, nie mają to być jedynie uzupełnienia. Mówi się bowiem o zawodnikach z 1-ligowym doświadczeniem. Braki kadrowe, szczególnie widoczne były w meczach wyjazdowych, a tu sytuacja obecnych zawodników raczej nie ulegnie zmianie, bo nieobecności spowodowane były pracą. Na dodatek po niezłym początku całkiem z pola widzenia zniknęli Kamil Stegliński (uraz barku, który prawdopodobnie zakończy jego karierę) oraz Damian Pieczyński, którego całkiem pochłonęły obowiązki służbowe. W spotkaniu z ChKS-em odnowiła się zaś niezaleczona kontuzja kolana Sylwestrowi Sobolakowi. Na szczęście do gry na koniec rundy wrócił doświadczony Grzegorz Gozdalski i w rundzie rewanżowej ma być już dostępny dla trenera.

Trenerowi Jędraszczykowi przydadzą się szczególnie skuteczni zawodnicy, bo tylko Bartłomiej Kiełbasiński zdobył ponad 50 bramek (dokładnie 75), mimo iż po meczu z Anilaną był zawieszony i wystąpił w sumie w 11 z 13 spotkań. Blisko bariery pół setki zatrzymał się zaś inny zawieszony – Bartosz Gościłowicz, który rzucił 48 bramek. On jednak będzie pauzował jeszcze w pierwszym meczu rundy rewanżowej. Z pewnością granicę tę przekroczyłby też Marcin Trojanowski, ale on wystąpił w zaledwie 8 spotkaniach (rzucił w nich 38 bramek), bo z powodu pracy opuścił niemal wszystkie wyjazdy.

Poniżej bilans zawodników, którzy zagrali w pierwszej rundzie (po imieniu i nazwisku liczba występów, a w przypadku zawodników z pola po ukośniku liczba rzuconych goli): Mateusz Oklejak 13, Dawid Forc 10, Marcin Grzanka 4 – Bartłomiej Kiełbasiński 11/75, Bartosz Gościłowicz 11/48, Marcin Trojanowski 8/38, Adrian Nowicki 13/33, Łukasz Pielesiak 11/32, Dariusz Orliński 10/23, Jakub Walocha 10/14, Sebastian Stawicki 11/11, Damian Pieczyński 4/11, Daniel Zajączkowski 9/10, Grzegorz Gozdalski 2/7, Łukasz Bagiński 11/7, Sylwester Sobolak 6/4, Łukasz Pietrzykowski 6/4, Marcin Domagalski 4/3, Kamil Strzelec 4/3, Kamil Stegliński 3/2, Piotr Cieślik 6/1, Marcin Pluciński 1/0.

REKLAMA
Poprzedni artykułGrad goli na koniec roku
Następny artykułSprawa pożaru trafiła do prokuratury
Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments

Warto może wspomnieć, że zawodnicy trenowali tylko 3 x w tygodniu ( dla porównania – AWF W-wa – 5x ) i często w drugiej połowie widać było, że brakuje im sił. Ponadto na tych 3 treningach, frekwencja była baaaaardzo daleka od 100% …