Strona główna Aktualności Z miasta „Czas yeti” za nami. Poszliśmy do fryzjerów, kosmetyczek, jemy na mieście

„Czas yeti” za nami. Poszliśmy do fryzjerów, kosmetyczek, jemy na mieście

4
Na ten dzień czekały zakłady fryzjerskie, salony kosmetyczne i lokale gastronomiczne. Po trwającej kilka tygodni przerwie od dzisiaj znów mogą przyjmować klientów. Ci pojawili się w tych miejscach tuż po otwarciu.

„OFM Barbershop” przy ulicy Wyspiańskiego otworzył drzwi o 10.00, chociaż wcześniej zaczynał pracę o 11.30. Wydłużone godziny pracy to efekt ogromnego zapotrzebowania na tego rodzaju usługi.

– Na ten tydzień mamy niemal komplet, zostało nam tylko parę wolnych terminów – wyjaśnia Piotr Sadziński, właściciel zakładu. – Przerwa trwała aż dwa miesiące, więc klienci sami żartują, że wyglądają jak yeti. Codziennie jesteśmy w stanie obsłużyć 28 – 30 osób.

Z powodu konieczności zachowania odległości trzy dotychczasowe miejsca pracy zredukowano do dwóch. Barberzy oraz klienci, jeśli pozwala na to usługa, noszą maseczki, a po każdej wychodzącej osobie odbywa się dezynfekcja.

Nie inaczej jest w gabinecie kosmetycznym „Beauty Academy” przy ul. 20 Stycznia, gdzie między jedną i drugą osobą potrzeba w tym celu kilkunastominutowej przerwy.

– Dezynfekcję przeprowadzałam również wcześniej, ale teraz prowadzę ją jeszcze dokładniej, z  uwzględnieniem m.in. podłogi, klamek i toalety – wyjaśnia Aneta Wiaderek, właścicielka Beauty Academy. – Pracuję oczywiście w maseczce i jednorazowych rękawiczkach, a jeśli klientka lub klient nie mają takich rzeczy ze sobą, są one dostępne na miejscu.

Gabinet również nie narzeka na mały ruch – po licznych telefonach widać, że takie usługi są bardzo pożądane.

– Mam już zapisy na około miesiąc – dodaje Aneta Wiaderek.

Ze wszystkimi obwiązującymi obostrzeniami otworzył się dziś także bar „Pierożek” z ul. Łaskiej. Przez ostatnie tygodnie można było zamówić tam jedzenie tylko na wynos. Dzisiaj w „Pierożku” pojawili się pierwsi klienci.

– Potrzebowali tego. Dla nas to również był najwyższy czas, by pracować w ten sposób. Z samych dowozów posiłków trudno się utrzymać – mówi Katarzyna Pietrowska, właścicielka baru. – Dobrze, że sytuacja powoli wraca do normy.

Są nią teraz, nie licząc wielu innych wymogów, 4 metry kwadratowe na jednego klienta, dlatego „Pierożek” musiał zrezygnować z części stolików.

– Mamy jednak sporą powierzchnię, więc przy zachowaniu wszystkich zasad może u nas przebywać jednocześnie 16 osób – dodaje Katarzyna Pietrowska.

Krócej niż przed pandemią są otwarte dwie kawiarnie „Coffee House” – przy ul. Wyszyńskiego i ul. Nawrockiego.

– Będziemy obserwować ruch i mamy nadzieję wracać powoli do wcześniejszych godzin otwarcia – usłyszeliśmy od pracownicy.

Żeby być w zgodzie z zasadami, w lokalu przy ul. Nawrockiego zostały wystawione dwa stoliki, natomiast w tym drugim wystarczyło je rozsunąć.

REKLAMA
Subskrybuj
Powiadom o
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

a na wakacje w tym roku gdzie?, będziemy dzwonić, jakieś łajzy też pojadą…?

podłącze telefon do gniazdka, może cos wstrzelicie?

jak do LG

Taaa i ceny z kosmosu.. za strzyżenie męskie 30zl!!!