Strona główna Sport Piłka nożna Dłutów rządzi w okręgówce

Dłutów rządzi w okręgówce

0
fot. Łukasz Szczepański

Od dwóch tygodni liderem klasy okręgowej jest GLKS Dłutów. Konia z rzędem temu, kto przed sezonem przewidziałby taki rozwój wypadków. Sposób w jaki dłutowianie do tego doszli nadawałby się na scenariusz niezłego filmu.

 

GLKS Dłutów jest drużyną z miejscowości o prawie najmniejszej liczbie mieszkańców w całej V lidze. Od około tysięcznego Dłutowa mniejszy jest tylko liczący niespełna 700 mieszkańców Parzęczew (4. w tabeli). Mimo to skazywana na pożarcie drużyna z naszego powiatu jest w tabeli nad zespołami z 46-krotnie większego Kutna, czy obiema pabianickimi ekipami (PTC i Włókniarz) z naszego niemal 66-tysięcznego miasta. Nie ma już sensu zestawiać tego nawet ze Startem z 706-tysięcznej Łodzi, bo wiadomo, że tam jest to zespół peryferyjny, a liczą się próbujące odbudować swoją markę na piłkarskiej mapie III-ligowy obecnie ŁKS oraz IV-ligowy RTS Widzew.

Obecna pozycja w tabeli jest tym bardziej zaskakująca, iż w XXI wieku GLKS jest zespołem, który zazwyczaj dryfował między Klasą A oraz „okręgówką”. W sezonie 2002/03 spadł z V ligi (przedostatnie miejsce, 26 meczów i 19 punktów, ostatni był GKS Ksawerów), by powrócić do niej dopiero po 5 latach (w sezonie 2007/08 GLKS wygrał A-klasę). Już rok wcześniej zabrakło naprawdę niewiele, bo GLKS był 3. z 45 punktami, a drugi LKS Gałkówek (46 punktów) miał zapewnione baraże. Przygoda z „okręgówką” znów nie trwała jednak długo, bo zespół z Dłutowa w sezonie 2008/09 w 36 meczach V ligi wywalczył 35 punktów i ponownie spadł do Klasy A.

W 2009 roku, Pawła Szaleckiego na stanowisku trenera zastąpił 40-letni wówczas Zdzisław Leszczyński, który był świeżo po zakończeniu bogatej kariery piłkarskiej (352 mecze w Ekstraklasie) i można powiedzieć, że tak naprawdę wtedy drużyna z Dłutowa na stałe „wskoczyła” na poziom „okręgówki”. Co prawda w pierwszym sezonie nie udało się jeszcze awansować (58 pkt. w 26 meczach i 3. miejsce za MGLKS Uniejów – 59 pkt. oraz Victorią Rąbień – 66 pkt.), ale już rok później GLKS wyprzedził o 3 pkt. GKS Ksawerów i jako mistrz Klasy A, tym razem po dwóch latach wrócił do „okręgówki”. Powrót był niezwykle efektowny, bo GLKS stał się rewelacją rozgrywek kończąc rundę jesienną na 6. miejscu. Niestety, wiosną było dużo gorzej. Zaledwie 11 punktów zdobytych w 15 meczach spowodowało, że dłutowianom zabrakło punktu do utrzymania (13. miejsce, 34 punkty w 30 meczach). Ostatecznie dzięki przetasowaniom GLKS się utrzymał.

Jesień sezonu 2012/13 była jednak jeszcze słabsza. Tym razem podopieczni Leszczyńskiego w 15 meczach wywalczyli ledwie 9 punktów i zamykali ligową tabelę. Rok słabej gry spowodował, że po 3 latach rozstano się z trenerem, a misję ratowania V ligi powierzono Leszkowi Rosińskiemu. Pod wodzą nowego szkoleniowca było nieco lepiej, ale 24 punkty po 30 meczach dały przedostatnie miejsce w lidze (ostatnie były rezerwy MKS-u Kutno, które wycofały się po jesieni mając… 27 punktów). Raz jeszcze los uśmiechnął się jednak do dłutowian i znów ostatecznie utrzymali się. Podobnie było zresztą w trzecim sezonie z rzędu w „okręgówce” i pierwszym pełnym trenera Rosińskiego. Chociaż GLKS wywalczył pokaźną liczbę 38 punktów, to starczyło to na 13. miejsce i po raz trzeci oznaczało spadek… którego po raz trzeci ostatecznie nie było. Czwarty raz dłutowianie woleli losu już nie kusić i sezon 2014/15 zakończyli w połowie stawki, na 9. miejscu. Duża w tym zasługa dobrej wiosny, bo po jesieni GLKS miał 14 pkt. i zajmował dopiero 15. miejsce. Co ciekawe tym razem do zajęcia tak wysokiego miejsca wystarczyło zaledwie 35 punktów, ale tabela była niezwykle spłaszczona 7. KKS Koluszki miał 36 oczek, a 14. Zawisza II Rzgów 31 pkt.

 

I tak dochodzimy do bieżącego, piątego z rzędu sezonu dłutowian w „okręgówce”, w którym zaskakują wszystkich zajmując pozycję lidera (!) tabeli po 1/3 sezonu. Najwyraźniej zawodnicy GLKS musieli okrzepnąć na tym poziomie. Tak naprawdę nic takiego rozwoju wypadków nie zapowiadało. Ba, większość bała się, iż GLKS czeka kolejna batalia o ligowy byt. Taki rozwój wypadków mógł potwierdzać mecz I rundy okręgowego Pucharu Polski, w którym dłutowianie po dwóch trafieniach Bartłomieja Grali ulegli u siebie 2:3 LZS-owi Justynów i pożegnali się z rozgrywkami.

Już kilka dni później przyszła pora na start sezonu ligowego i zdarzył się pierwszy cud. Podopieczni Rosińskiego pokonali na wyjeździe faworyta rozgrywek – Orzeł Parzęczew, czyli zespół, który w poprzednim sezonie u siebie przegrał tylko dwa razy, a wiosną w 15 meczach nie poniósł żadnej porażki (14 razy wygrywając i raz remisując). Jakby tego było mało dłutowianie dokonali tego grając ponad pół meczu w dziesiątkę, a samą końcówkę w dziewięciu! W 35. min za faul przed polem karnym z boiska wyleciał bowiem bramkarz Piotr Płóciennik, a w końcówce po dokonaniu kompletu zmian kontuzji doznał Mariusz Woch. Bramki Grali w 56. min i Łukasza Biskupskiego w 72. min pozwoliły jednak dowieźć sensacyjną wygraną do końca.

W drugiej kolejce GLKS pokonał u siebie 2:0 Start Brzeziny po bramkach Bartłomieja Grali w 20. min z rzutu karnego oraz Kamila Stelmacha w 76. min i niespodziewanie zamykał ligowe podium. Po dwóch meczach komplet punktów miały już tylko trzy zespoły, oprócz GLKS-u były to Termy Uniejów oraz Sokół II Aleksandrów. I to właśnie z tym ostatnim zespołem w meczu na szczycie przyszło zmierzyć się dłutowianom. Podopieczni Rosińskiego fatalnie rozpoczęli jednak to spotkanie, bo już po 9 minutach przegrywali aż 0:3! Dziesięć minut po przerwie na 1:3 głową po rożnym trafił Grala dając jeszcze nadzieję na walkę, ale w 74. min na 1:4 z rzutu karnego trafił Kamil Osajda. Kolejna bramka Grali w 74. min (kapitalny strzał z dystansu) na niewiele się już zdała, bo rywale w końcówce trafili jeszcze dwukrotnie i wyjechali z Dłutowa z efektownym 6:2. Co ciekawe zawodnicy GLKS znów kończyli w osłabieniu, bo przy stanie 2:4 drugą żółtą kartkę za faul w polu karnym otrzymał bramkarz Dawid Wójt.

Czwarte spotkanie to znów swego rodzaju pojedynek na szczycie, bo do 4. wówczas w tabeli GLKS-u przyjeżdżało 5. PTC Pabianice, a kibice ostrzyli sobie zęby na pierwsze w sezonie derby powiatu. Zaczęło się dobrze dla dłutowian, bo po faulu na Hubercie Mikuckim wynik strzałem z rzutu karnego otworzył niezawodny Grala strzelając 5 bramkę w 4 meczu. „Fioletowi” wyrównali jednak jeszcze przed przerwą, a po przerwie dwa razy w ciągu kilku minut trafił supersnajper Piotr Szynka i dłutowanie musieli się pogodzić z drugą porażką z rzędu. Na dodatek po raz czwarty w piątym meczu (!) kończyli mecz w osłabieniu, bo po wykorzystaniu wszystkich zmian kontuzji doznał Adam Skiba.

W kolejce numer pięć nastąpił cud numer dwa. GLKS po dwóch porażkach z rzędu prowadził do przerwy w Uniejowie z tamtejszymi Termami 4:0 (!). Dla niezorientowanych zespół ten był wówczas liderem tabeli z kompletem punktów i kosmicznym bilansem bramkowych 18:0. Podopieczni Rosińskiego strzelanie rozpoczęli w 30. min za sprawą Mateusza Żabolickiego, a zakończyli kwadrans później za sprawą tego samego zawodnika. W międzyczasie do siatki trafiali jeszcze Biskupski oraz Wojciech Golik. Po przerwie faworyt wziął się za odrabianie strat, ale GLKS nie dał sobie wyrwać punktów wygrywając ostatecznie 4:3. Nie trzeba chyba dodawać, że tradycyjnie kończył mecz w dziesiątkę (w 80. min czerwoną kartkę zobaczył Stelmach).

Niesieni tym triumfem zawodnicy z Dłutowa bez problemów rozprawili się w kolejnym meczu z ligowym outsiderem – Ostrovią Ostrowy, wygrywając efektownie 5:0. Łupem bramkowym podzielili się najlepsi strzelcy zespołu: Biskupski, Żabolicki, Grala (2 bramki), a także doświadczony 40-letni Mariusz Malinowski. I tak po dwóch wygranych z rzędu dłutowianie powrócili do czołówki, bo po 6. kolejce zajmowali 4. miejsce mając tyle punktów co zamykający podium Sokół II.

 

GLKS nie może jednak mieć łatwo i przyjemnie, więc kolejny mecz z niżej notowanym Startem Łódź znów był horrorem, który dłutowianie kończyli w dziewiątkę. Zaczęło się od szybkiego prowadzenie ekipy z Bałut, która wykorzystała rzut wolny pośredni z pola karnego po rzekomo niebezpiecznym zagraniu obrońcy GLKS. Jeszcze przed przerwą głową po rogu wyrównał niezawodny kapitan Bartłomiej Grala, ale siedem minut po wznowieniu gry ten sam zawodnik obejrzał drugą żółtą kartkę i został odesłany do szatni. Jakby tego było mało po kolejnych jedenastu minutach czerwoną kartkę obejrzał jeszcze Michał Jakubowski. GLKS jako ekspert od gry w osłabieniu nic sobie z tego jednak nie zrobił i w 80. min za sprawą Biskupskiego (wywalczył i wykorzystał rzut karny) zapewnił sobie trzy punkty i pozycję wicelidera.

W ostatni weekend września do Dłutowa przyjechały rezerwy IV-ligowego Zawiszy Rzgów. Mimo iż w składzie rywali zameldował się najlepszy strzelec całej IV ligi – Łukasz Wiśniewski, to GLKS nie zamierzał mieć respektu i już do przerwy prowadził 3:0, a do siatki trafiali Adam Skiba, Dominik Mosiński oraz Łukasz Biskupski z karnego. Po przerwie „Wiśnia” dwa razy trafił do siatki, ale w międzyczasie drugiego gola zdobył też Skiba i gospodarze wygrali 4:2 broniąc pozycji wicelidera tabeli. W doliczonym czasie gry przy owacji na stojąco zmieniony został bramkarz Dawid Bukowiecki, który na jakiś czas zawiesza rękawice na kołku z uwagi na studia podjęte na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Młody golkiper dostał także pamiątkową koszulkę z napisem „Dawid come back”.

Jak się okazało już tydzień później, dłutowanie wcale nie muszą zadowalać się wiceliderem. Nim jednak pierwszy raz w 66-letniej historii objęli fotel lidera „okręgówki”, zafundowali kibicom kolejny dreszczowiec. W wyjazdowym meczu z ostatnim w tabeli LZS-em Justynów, do przerwy bezbramkowo remisowali, a w 70. min to rywale objęli prowadzenie. Już po dwóch minutach z rzutu karnego wyrównał Biskupski, ale po kolejnych trzech minutach rywala w polu karnym wyciął Kamil Stolarek i obejrzał czerwoną kartkę. Cóż to jednak dla ekipy Rosińskiego. Dawid Wójt poradził sobie z rzutem karnym, a grający w dziesiątkę GLKS w doliczonym czasie gry za sprawą „Biskupa” zapewnił sobie wygraną i fotel lidera.

Nie bez emocji było także w 10. kolejce, gdy nowy lider zawitał do rywala z powiatu – Włókniarza Konstantynów. Do przerwy dłutowanie prowadzili 2:0 po dwóch trafieniach Grali. Siedem minut po przerwie „Kanzas” zdobył jednak bramkę kontaktową, a w 72. min z boiska wyleciał Sebastian Bednarczyk. Dla GLKS-u, który po raz 7 w 10 meczu (!) kończył w osłabieniu nie było to jednak nic nowego i fotel lidera został obroniony.

W tę sobotę GLKS podejmuje u siebie o godz. 15.00 trzynasty w tabeli KKS Koluszki, a już a tydzień zespół z Dłutowa czekają kolejne derby powiatu i mecz z Włókniarzem Pabianice (stadion przy Grota-Roweckiego, 24 października godz. 15.00).

Wiele osób spyta zapewne, czy w Dłutowie pojawił się jakiś sponsor, dzięki czemu pościągano zawodników z zewnątrz, stąd takie wyniki. Nic bardziej mylnego, w kadrze zespołu znajdują się zawodnicy od wielu lat grający w tej drużynie, często wychowankowie GLKS jak doświadczeni: Mariusz Malinowski (rocznik 1975, 1 mecz w tym sezonie, 1 gol), Jacek Strzelec (1981, 3 mecze), Adam Skiba (1984, 7 meczów, 2 gole), Emil Łańcuchowski (1986, 6 meczów), Przemysław Klimczak (1991, 7 meczów), Mariusz Woch (1991, 9 meczów) Kamil Stolarek (1992, 8 meczów), Kamil Borowiec (1992, 3 mecze), czy młodzieżowcy: Dawid Bukowiecki (1995, 6 meczów), Kamil Stelmach (1995, 10 meczów, 1 gol) czy Dominik Mosiński (1997, 8 meczów, 1 gol).

Do tego dochodzą zawodnicy z okolic, ale grający w drużynie już od 2-3 sezonów jak mający duże doświadczenie na poziomie II i III ligi Bartłomiej Grala (rocznik 1987, w Dłutowie od wiosny sezonu 2013/14 i grający w GLKS wcześniej w sezonie 2011/12, w tym sezonie 9 meczów) czy napastnik Mateusz Żabolicki (rocznik 1994, w GLKS od sezonu 2013/14, w tym sezonie 9 meczów i 3 bramki). Obaj to pabianiczanie. Ten pierwszy chociaż najczęściej gra na pozycji stopera to jest niezwykle groźny pod bramką rywali, głównie przy stałych fragmentach gry ze względu na świetną grę w powietrzu. W tym sezonie zdobył już 10 bramek i jest najlepszym strzelcem zespołu oraz wicekrólem strzelców całej ligi. Do tej grupy zalicza się też bramkarz Dawid Wójt z Pawlikowic, wychowanek tamtejszej Burzy (rocznik 1989, w GLKS od sezonu 2013/14, w tym sezonie 4 mecze). Od wiosny sezonu 2013/14 w GLKS gra również Wojciech Golik (rocznik 1990, wcześniej Świt Kamieńsk i Pilica Przedbórz, w tym sezonie 10 meczów, 1 gol).

 

Rok temu do zespołu dobrano dwóch zawodników z A-klasy: Łukasza Biskupskiego (rocznik 1987, 10 meczów i 7 bramek w tym sezonie) z Jutrzenki Bychlew oraz Michała Jakubowskiego (rocznik 1996, 7 meczów w tym sezonie), który nie przebił się w swoim macierzystym klubie Włókniarzu Pabianice i obaj sprawdzili się znakomicie. Na tyle, że przed tym sezonem GLKS poszedł tą samą droga i znów świetnie na tym wyszedł. Tym razem do zespołu dołączyło trzech młodych graczy, co ciekawe w komplecie wychowanków Włókniarza – Hubert Mikucki (rocznik 1994, wcześniej 3 lata w Jutrzence Bychlew, 6 meczów w tym sezonie), Daniel Morawski (rocznik 1996, wcześniej Orzeł Piątkowisko, 9 meczów w tym sezonie) oraz Sebastian Woźniak (rocznik 1998, wcześniej juniorzy PTC Pabianice, 5 meczów w tym sezonie). Dodatkowo po pięciu latach przerwy karierę piłkarską wznowił inny wychowanek „zielonych” – lewy obrońca Sebastian Bednarczyk (rocznik 1992, 6 meczów w tym sezonie), który wrócił do Pabianic po okresie studiów w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Całość uzupełnił zaś doświadczony 29-letni bramkarz Piotr Płóciennik (2 mecze w tym sezonie) grający wiele lat w Jutrzence Bychlew. Tym sposobem trener Rosiński z zawodników lokalnych klubów A-klasy czy spadkowicza z tej ligi (Jutrzenka) zmontował ekipę, która po 1/3 sezonu zajmuje 1. miejsce w tabeli V ligi.

 

Jak długo potrwa sen Dłutowa? Ciężko powiedzieć, ale i sami zawodnicy nie powinni sobie zbytnio zaprzątać tym głowy. Wydaje się właśnie, że to brak presji do tej pory był największym sprzymierzeńcem GLKS-u. Niech robią to co im wychodzi najlepiej, czyli grają w piłkę i cieszą się z kolejnych zwycięstw. Może tylko już bez takich horrorów, bo któryś z kibiców może kiedyś nie wytrzymać nerwowo.

 

Na koniec na szczególną uwagę zasługuje jeszcze jedna osoba, to kierownik sekcji piłki nożnej – Eugeniusz Frankowski, który piastuje tę funkcję nieprzerwanie od – uwaga – 1959 roku! Chyba że zawodnicy zaplanowali dla Pana Eugeniusza specjalny prezent i zamierzają jego 80-te urodziny przypadające w 2016 roku uczcić awansem. Tego życzymy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

1600
  Subskrybuj  
Powiadom o